Też tak bardzo się cieszysz i nie możesz się doczekać?
No to, kurwa, przestań.
Nie ma się z czego cieszyć
Nie ma się z czego cieszyć, takie właśnie są święta. Lepiej, żeby już było po nich. Ja to już bym poszła do roboty, nawet w niedzielę i za darmo, byle rodzinka wyjechała, bo z rodziną najlepiej na zdjęciu. Co, ty tak nie uważasz? Normalna jesteś?
Wszyscy przeciwko nam
Żyję na tym padole łez od dwudziestu lat i wciąż próbuję zrozumieć, skąd w ludziach taka potrzeba narzekania. Może nie ogólnie w ludziach, ale tutaj, w Polsce - szerzej poczynione obserwacje mogę odnieść tylko do naszych rodaków w porównaniu z innymi krajami Europy. Bo o ile koledzy z zachodu na pytanie, co u nich, raczej odpowiedzą, że wszystko u nich w porządku, thanks, nawet jeśli to nie do końca prawda, to u nas już ludzie w wieku gimnazjalnym często mają przygotowaną całą litanię powodów, dlaczego ich życie aktualnie jest do dupy.
Skąd potrzeba narzekania i - przede wszystkim - skąd przekonanie, że mamy najgorzej? Że tylko nasz rząd jest do dupy, że tylko nasze płace są niskie, że tylko nasze drogi są dziurawe, że tylko nasza służba zdrowia działa nie tak, jak powinna, że nikt nas nie lubi, wszyscy są przeciwko nam, wszyscy chcą nas oszukać (nawet rodacy, bo połowa obywateli to żmije hodowane na własnej narodowej piersi), zrobić nam pod górkę, zataić, nie powiedzieć, zaszkodzić, nakłamać, zbluzgać, wbić sztylet w plecy, zabić nam matkę gitarą i w ogóle pluć na nasz grób, jak już nas do niego wpędzą. Wszędzie spisek i tylko spisek.I żeby to były osoby ciężko doświadczone przez życie, byłabym w stanie to zrozumieć. Ale nie, to przeciętne Grażyny i Janusze, a często nawet osoby, które mają dużo za dużo.
Nie mówię też o zdrowej nieufności, która wynika niejako z instynktu zachowawczego. Przeginka może być w jedną i w drugą stronę - tak samo nie rozumiem kogoś, kto za każdym uśmiechem, nawet szczerym, widzi złośliwy uśmieszek nienawiści, jak i kogoś, kto na gębę umawia kupno samochodu, bo syn kolegi kuzyna wujka Zbyszka to przecież prawie rodzina i nie ma potrzeby marnować papieru. Nóż mi się jednak w kieszeni otwiera na takie narzekanie dla narzekania. Szczególnie, jeśli mam do czynienia z osobą, która na Igrzyskach Olimpijskich pretenduje do podium w dyscyplinie "Nie wiesz nic o życiu, bo najgorzej to mam ja".
Właśnie zmarł ci ojciec? No to słuchaj tego
Spotykasz na ulicy koleżankę (albo kolegę, to w sumie nie zależy od płci), ona oczywiście kurtuazyjnie pyta, co u ciebie. Mówisz, że ostatnio zalało ci mieszkanie, ale w zasadzie nie ma co narzekać. Ojej, to straszne, że zalało ci mieszkania, ale wiesz, ja to ostatnio mam takie urwanie głowy, muszę dzieciaki odwozić do szkoły, bo Robert wychodzi wcześniej niż ja, no i wychowawczyni mojego Michałka to jest jakaś popierdolona, opowiedzieć ci, co ona ostatnio zrobiła? [Ty: Nie] (... tu następuje opowieść, z której nic nie wynika - przyp. aut.) Nienormalna jakaś. A Robert mógłby mi pomagać, nawet zakupów nie zrobi wcześniej niż 19:00, jak z pracy wraca. Ale żreć obiad to chce! Wszystko na mojej głowie, taka zarobiona jestem, nawet nie mam czasu paznokci zrobić.
To nic, że nie masz ochoty tego słuchać. To nic, że dużo rodziców odwozi dzieci do szkoły rano, a potem na złamanie karku leci do pracy. To nic, że ty też nie masz czasu mieszkać w domu. Tylko ona ma najgorzej.
To nic, że nie masz ochoty tego słuchać. To nic, że dużo rodziców odwozi dzieci do szkoły rano, a potem na złamanie karku leci do pracy. To nic, że ty też nie masz czasu mieszkać w domu. Tylko ona ma najgorzej.
Takich onych jest więcej. Co gorsza, ty też możesz być kimś takim i nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Może zdarza ci się powiedzieć: Zawaliłeś przedmiot i musisz wywalić cztery stówy na poprawkę? Straszne, a ja mam w poniedziałek kartkówkę z biolki, masakra. Albo: Nie masz pieniędzy, żeby sobie kupić porządne buty, więc chodzisz w przeciekających? No, wiem, co czujesz, mi matka ostatnio nie chciała dać na nową paletkę z Douglasa/nową grę na playstation, dramat. A może w ogóle jesteś nieczułą bułą, która powie: Właśnie zmarł ci ojciec? No przykro mi, ale wiesz, takie rzeczy się zdarzają, ze mną zerwał chłopak ostatnio. Ale dobra, i tak bym go kopnęła w dupę.
***
Ale wiecie co? Został tydzień do świąt! Choinka już ubrana, kolędy od paru dni lecą sobie w tle, pierniczki upieczone, ale jeszcze czekają na ozdobienie. Powoli trzeba wyciągać grzyby z zamrażarek i hajsy z portfela, bo zostały ostatnie prezenty do dokupienia. Już czujesz zapach barszczu z uszkami i pierogów cioci Heli.
Na zakupach w Biedronce spotykasz staruszka, który na ladzie przed sobą kładzie tylko najtańszy chleb i jednego pomidora. Kiedy zaczyna wysupływać drobne z poprzecieranego portfela (a są to naprawdę drobne drobne, nie licząc zwiniętego dziesięciozłotowego banknotu), postanawiasz na niego zapłacić, dorzucasz też trochę rzeczy z własnych zakupów. Przez następny kwadrans staruszek ci dziękuje, nawet, kiedy już wychodzicie ze sklepu, a wychodzicie wolno, bo starszy pan ledwo chodzi. Podprowadzasz go pod klatkę, bo mieszka tu, na przeciwko, tylko przez ulicę. Przez te kilkanaście minut dowiadujesz się, że syn odwiedza go rzadko, córka jeszcze rzadziej, bo mają swoje domy, swoje rodziny, żona zmarła i on bardzo tęskni, i wziąłby pieska, ale nogi nie te, kto z nim będzie wychodził, zresztą jego niedługo pewnie też zabraknie. No i jeszcze raz dziękuje za zakupy, taka pani dobra, ja się będę za panią modlił na święta i potem też, nie ma już takich ludzi, a on tyle na leki wydał, że musi oszczędzać, no niestety, ale przynajmniej wzrok ma dobry i jeszcze może telewizor oglądać, bo tyle pięknych programów przyrodniczych puszczają, a on lubi rośliny.
Wracając do domu myślisz o tym cholernym zalanym mieszkaniu i o Robercie, co nie pomaga twojej koleżance, bo pracuje do dziewiętnastej. Myślisz o tych wszystkich rzeczach, które cię wkurwiają i powodują twoje codzienne narzekanie, że już nic, tylko umrzeć, bo masz dość życia i tych wszechobecnych kretynów.
A potem dociera do ciebie ten uśmiech staruszka i przez godzinę ryczysz w poduszkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz