Polacy kradną na potęgę. Jeszcze rozumiem, żeby w zapchanym tramwaju wyciągnąć komuś portfel z torebki. Albo buchnąć fajny rower - i to najlepiej w momencie, gdy trzymający go właściciel
kichnie, zamykając przy tym oczy na 0,7647 sekundy. Ale żeby podpieprzyć cienką jak papier metalową naklejkę I-VTEC na tylnej szybie auta, całość o powierzchni czterech centymetrów kwadratowych, to już nie rozumiem. [Oddawaj moją naklejkę, nieznany idioto, chociaż wątpię, że to czytasz.]
Chociaż jeszcze gorsi to są Żydzi. Też kradną, tyle że na procent, więc dostają więcej. I złamanego grosza nie podarują, zupełnie jak księża, którzy dotąd będą zaglądać parafianom w kieszeń, dopóki nie wyciągną całego ich hajsu na nowego Maybacha remont dachu kościoła. Ci księża to właściwie tylko w jednym mają rację: najgorszy syf obecnego świata to są brudne muzułmany i te cholerne feministki, grube, stare baby z brodą i wąsami, żyjące w lesbijskich związkach i chcące wytępić wszystkich facetów na planecie, tfu.
