Wracamy pociągiem z Open'era. Miejsc numerowanych, pomimo najszczerszych chęci pani w okienku, nie starczyło, więc siedzę na podłodze wygięta jak paragraf, z głową pomiędzy tylnym kołem i siodełkiem czyjegoś zawieszonego na ścianie roweru.
Młody facet, który najwyraźniej ilością żelu na głowie usiłował ograniczyć przezskórne parowanie testosteronu, dobija się do pociągowej toalety.
Łup, ŁUP, ŁUP.
- Ktoś tam wchodził - odzywa się nieśmiało jakaś dziewczyna.
Łup.
- Czemu to jest zamknięte? - huczy żelik. - Halo, jest tam ktoś, kurwa?
