Został tydzień do świąt! Choinka już ubrana, kolędy od paru dni lecą sobie w tle, pierniczki upieczone, ale jeszcze czekają na ozdobienie. Powoli trzeba wyciągać grzyby z zamrażarek i hajsy z portfela, bo zostały ostatnie prezenty do dokupienia. Już czujesz zapach barszczu z uszkami i pierogów cioci Heli? A może już jesteś myślami w drodze na pasterkę, obowiązkowo na piechotę, z całą rodziną, po świeżym śniegu skrzypiącym pod butami?
Też tak bardzo się cieszysz i nie możesz się doczekać?
No to, kurwa, przestań.
sobota, 16 grudnia 2017
sobota, 7 października 2017
Placek
Podczas przeglądania szpargałów u babci w ostatni weekend września celem zdecydowania, co mi się nie przyda na studiach, a co nie przyda się jeszcze bardziej, natknęłam się na zeszyt. Dość stary, bo pamiętający czasy mojej podstawówki. I to takiej wczesnej, kiedy już przestawałam wierzyć w Mikołaja, ale wciąż jeszcze pisałam do niego listy. Zeszyt był raczej zwykły - z pastelową zebrą trzymającą jakiegoś badyla w pysku i kilkoma luźnymi kartkami. Tym, co zasługiwało na uwagę, była zawartość, a konkretniej pierwsza napisana przeze mnie książka.
Książka, czaicie? Napisana od A do Z w 96-kartkowym zeszycie. Jakby to teraz wrzucić w Word, to wyszłoby pewnie z 30 stron tekstu o składni godnej dziesięciolatki (oh wait, przecież miałam wtedy dziesięć lat), ale to była książka z rozdziałami, z całkiem logiczną fabułą, ze zwrotami akcji i bitwami miedzy dobrem a złem. Moja mama, która raczej nie chwali za nazwisko, czytała to i nie mogła wyjść z podziwu, skąd takie słownictwo u tak młodego autora.
Szkoda tylko, że na tym moja kariera się skończyła i w ciągu kilku lat stałam się szarym plackiem bez ambicji. I z samooceną leżącą niżej niż Rów Mariański.
sobota, 30 września 2017
Nie jestem feministką
Polacy kradną na potęgę. Jeszcze rozumiem, żeby w zapchanym tramwaju wyciągnąć komuś portfel z torebki. Albo buchnąć fajny rower - i to najlepiej w momencie, gdy trzymający go właściciel
kichnie, zamykając przy tym oczy na 0,7647 sekundy. Ale żeby podpieprzyć cienką jak papier metalową naklejkę I-VTEC na tylnej szybie auta, całość o powierzchni czterech centymetrów kwadratowych, to już nie rozumiem. [Oddawaj moją naklejkę, nieznany idioto, chociaż wątpię, że to czytasz.]
Chociaż jeszcze gorsi to są Żydzi. Też kradną, tyle że na procent, więc dostają więcej. I złamanego grosza nie podarują, zupełnie jak księża, którzy dotąd będą zaglądać parafianom w kieszeń, dopóki nie wyciągną całego ich hajsu na nowego Maybacha remont dachu kościoła. Ci księża to właściwie tylko w jednym mają rację: najgorszy syf obecnego świata to są brudne muzułmany i te cholerne feministki, grube, stare baby z brodą i wąsami, żyjące w lesbijskich związkach i chcące wytępić wszystkich facetów na planecie, tfu.
piątek, 15 września 2017
Chciałeś studiować? Cierp
Gdy szłam na studia, nie wiedziałam, że dobicie się do drzwi wykładowcy potrafi zająć dwa tygodnie. Nie wiedziałam też, że tak szybko odczuję na własnej skórze, co to znaczy być posyłanym od Annasza do Kajfasza.
- Dzień dobry, pisałam do pana profesora kilka maili w sprawie kolokwium. Znowu mnie tu odesłano.
- Tak, pamiętam. Przygotowałem sobie pani pracę, jest u mnie na biurku. Proszę za mną.
Stukam obcasami o marmurowe schody. Jeszcze trzy piętra i będę mogła zobaczyć to cholerne niezdane kolokwium, które uwaliło 80% roku, choć - ponoć - miało być najłatwiejsze w semestrze. Niech no da mi tylko dwie minuty, znajdę ten brakujący punkt. Jeden, jedyny punkt, jak zwykle.
- Pani jest dobrą studentką - profesor bardziej stwierdza, niż pyta, w okolicach drugiej kondygnacji.
- Słucham? - wypalam, po czym zaraz się reflektuję, bo robi mi się głupio. - To znaczy tak, panie profesorze, chyba tak. Myślę, że nie ja powinnam to oceniać. Tym bardziej się zdziwiłam swoim wynikiem.
- Liczyła pani na maksa?
Na maksa? Chłopie, dej mi jeden punkt, albo najlepiej dwa, żeby bez wątpliwości przekroczyć próg 15/30. Od dwóch tygodni łysieję ze stresu, kto mi za przeszczep włosów odda?
niedziela, 6 sierpnia 2017
Gdzie kupić bezglutenowe marchewki
Ci ludzie w średniowieczu to jednak głupi byli. Babki mściły się na sąsiadkach poprzez zapodanie kołtuna, natknięcie się na świnię miało przynieść nieszczęście, a poronione płody chłopi zakopywali pod progiem, coby strzegły domowników i nie straszyły na rozstajach. I wierzyli, że jak się człowiek myje, to zaraz choruje. No idioci.środa, 12 lipca 2017
Litery takie trudne
Wracamy pociągiem z Open'era. Miejsc numerowanych, pomimo najszczerszych chęci pani w okienku, nie starczyło, więc siedzę na podłodze wygięta jak paragraf, z głową pomiędzy tylnym kołem i siodełkiem czyjegoś zawieszonego na ścianie roweru.
Młody facet, który najwyraźniej ilością żelu na głowie usiłował ograniczyć przezskórne parowanie testosteronu, dobija się do pociągowej toalety.
Łup, ŁUP, ŁUP.
- Ktoś tam wchodził - odzywa się nieśmiało jakaś dziewczyna.
Łup.
- Czemu to jest zamknięte? - huczy żelik. - Halo, jest tam ktoś, kurwa?
wtorek, 21 lutego 2017
Bardzo złe studia
Każde boskie dziecko od pierwszych dni życia przejawia zdolności świadczące o jego nadludzkim pochodzeniu. Herkules dusił węże w kołysce. Horus poskramiał krokodyle. Dżizas ponoć zamieniał gliniane figurki w jaskółki i kolegów w kozy (cóż, co kto woli). Ja zaś w przedszkolu - podczas gdy inne dzieci wsadzały sobie nawzajem kredki świecowe do nosów i innych naturalnych otworów ciała - czytałam wytrwale W poszukiwaniu straconego czasu.Mniej więcej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


